Wszystko zaczęło się niewinnie – pod koniec 2025 roku pojawił się ból prawego kolana. Oskar był bardzo aktywny: piłka nożna, siłownia, treningi. Wszyscy myśleli, że to zwykłe przeciążenie. Ból jednak nie minął. Wręcz przeciwnie – zrobił się tak silny, że Oskar zaczął utykać, przestał spać i jeść. W drugiej połowie stycznia trafił na SOR w Lubinie. RTG pokazało zmianę w kości. Słowo padło szybko: osteosarcoma – złośliwy nowotwór kości piszczelowej prawej.
Potem lawina: Wrocław, „Przylądek Nadziei”, rezonans, tomografia, biopsja, PET. 20 lutego diagnoza była już pewna – wysoka złośliwość. 6 marca Oskar przyjął pierwszą dawkę chemioterapii.
Trzy wlewy w trzy dni. Ból był tak mocny, że musiał dostawać silne leki przeciwbólowe.
Teraz waży się wszystko.
Po kilku cyklach chemioterapii lekarze zdecydują: amputacja czy operacja oszczędzająca z wszczepieniem endoprotezy?
Oskar nie chce stracić nogi. Walczy o to, żeby dalej biegać, grać, żyć tak, jak lubił.
Obok niego jest mama – sama. Żeby być przy synu, wzięła urlop zdrowotny. W domu została 8-letnia Julia, która bardzo tęskni za mamą i bratem. Dziewczynka chodzi do psychologa i pedagoga, bo sama nie radzi sobie z tym całym lękiem. A jakby tego było mało – w maju babcię czeka operacja guza przysadki mózgowej. Jedna rodzina. Trzy ciężkie walki naraz.
Oskar kocha „Grę o Tron” i „Wiedźmina”. Zawsze podziwiał bohaterów, którzy nie poddają się mimo wszystko. Dziś sam jest w takiej historii. I nie jest w niej sam – przyjaciele dzwonią, piszą, trzymają kciuki. Ale wiecie… w takich chwilach nawet najmniejszy gest wsparcia ma ogromną moc.
Czasem wystarczy podzielić się historią, żeby ktoś inny dowiedział się i też stanął za Oskarem.
Bo Oskar jeszcze ma tyle do wygrania.
I bardzo chce wrócić do normalnego życia.
Trzymamy za Ciebie kciuki, Oskar 🤜🤛
https://pomagam.cancerfighters.pl/zbiorka/oskar-bartkow/