Próbowano go jeszcze reanimować, ale bez skutku. Jakby czekał tylko na to, by dać się znaleźć i móc pożegnać ze swoimi opiekunami. Gdy usłyszałem pierwsze krzyki, miałem nadzieję na szczęśliwe zakończenie… ale los zdecydował inaczej.
Później, rozmawiając z jego rodziną, usłyszałem wiele ciepłych słów o nim. Był podrzutkiem, schorowanym psem, który jednak znalazł dom pełen miłości i ludzi, którzy obdarzyli go sercem. Teraz przyszło im się z nim rozstać.
Żegnaj, dzielny i dobry psiaku.